1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer>
  • Tytuł:
    Żelazne trumny
  • Data utworzenia:
    02.05.2003
  • Autor:
    Herbert A. Werner
  • Autor recenzji:
    Jatzoo
  • Wydawca:
    Finna, Gdańsk 2002
  • ISBN:
    83-914587-4-1
  • Okładka:
    Twarda
  • Liczba stron:
    462
  • Ocena recenzenta:
    3
  • Ocena czytelników:
    (18 głosów)

Herbert Werner ukończył akademię marynarki w 1939 roku. Służbę na U-Bootach rozpoczął w 1941 roku, i trwała ona nieprzerwanie aż do zakończenia Drugiej Wojny Światowej. W ciągu tego okresu był oficerem wachtowym, pierwszym oficerem i zastępcą dowódcy na okrętach U-557, U-612, U-230 oraz dowódcą U-415 oraz U-953. Jako jeden z naprawdę nielicznych marynarzy i zarazem dowódców niemieckich U-Bootów przeżył cała wojnę, która w swoim apogeum dla załóg okrętów podwodnych, wynosiła przeważnie od 1 do 3 miesięcy życia na froncie.

"Żelazne trumny" opowiadają o osobistych doświadczeniach autora ze służby na w/w jednostkach. Do napisania książki zmusiła Wernera powojenna, dość często wypaczana, i nie doceniana rola niemieckich U-Bootów. Dotyczy to przede wszystkim powieści Lothara-Günthera Buchheima - "Okręt", która na wiele lat wprowadziła do świadomości szerokiego grona odbiorców fałszywy obraz "prawdziwego" niemieckiego marynarza.

Niestety, i samemu Wernerowi nie udało się do końca być obiektywnym i rzeczowym. W zbyt wielu przypadkach bowiem, jego okręt uchodzi przed alianckimi bombami głębinowymi płynąc na niebotycznej i raczej nieosiągalnej wówczas głębokości, dość znacznie przekraczającej 200 m - w jednym przypadku wynoszącej nawet blisko 300 metrów.

Dzięki temu, że autor rozpoczął służbę na U-Bootach w dość wczesnym okresie wojny, mamy dokładny, nie przekłamany, i czasami prawdziwy aż do bólu obraz walki na okrętach podwodnych. Kolejne strony książki prowadzą nas od światłych i błyskotliwych zwycięstw, łatwych zatopień będących wynikiem braku koordynacji w działaniu przeciwko niemieckim U-Bootom przez aliantów, poprzez coraz trudniejsze pole bitwy, na którym w zastraszającym dla autora tempie, kolejne okręty podwodne topione są z morderczą skutecznością i precyzją. Pomimo tych trudności, i zaglądającemu w oczy widmu całkowitej klęski i natychmiastowej śmierci w żelaznej trumnie, autor, tak jak i inne załogi U-Bootów, w przeświadczeniu o swoim obowiązku stawia na szali swoje życie w imię dobra ojczyzny.

W krótkich chwilach pomiędzy kolejnymi rejsami, autor opisuje nam życie marynarzy okrętów podwodnych i swoje, z innego punktu widzenia. Są to dni wypełnione beztroską, licznymi zabawami i niekończącymi się libacjami. Wszystko to tylko po to, by zapomnieć o tym, że każde kolejne wypłynięcie w morze, może być tym ostatnim. Najdobitniej przedstawione jest to w chwilach, kiedy autor pisze po raz kolejny swój testament, i żegna się ze swoimi bliskimi.

Wizyty, które autor przeprowadza w czasie urlopu, m.in. podróżując przez całą Europę do Niemiec, ukazują jak wszystko burzy się w wichrach wojny. Wypoczynek w domu rodzinnym w końcowych latach wojny tak bardzo się różni od tego z początku 1941 roku. Wszędzie widać tylko zniszczenie i wszechobecną śmierć, którą autor doświadcza najbardziej boleśnie w chwili śmierci bliskich ze swojej rodziny.

Na uwagę zasługuje również epilog, w którym Werner opisuje swoje losy po zakończeniu wojny. Pomimo tego faktu, nie jest to szczęśliwy dla niego okres - wręcz przeciwnie, są to miesiące wypełnione goryczą porażki, obozową degeneracją, i ciągłymi myślami "co będzie dalej". Nie mogąc się pogodzić z życiem za drutem kolczastym, raz za razem stara się uciec z kolejnych obozów, i powrócić do rodzinnych Niemiec, za które przez tak wiele lat walczył, i za które tyle razy ryzykował własnym życiem.