1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer>
  • Tytuł:
    Konwoje Arktyczne
  • Data utworzenia:
    20.10.2003
  • Autor:
    Richard Woodman
  • Autor recenzji:
    Jatzoo
  • Wydawca:
    Bellona, Warszawa 2002
  • ISBN:
    83-11-09415-5
  • Okładka:
    Twarda
  • Liczba stron:
    512
  • Ocena recenzenta:
    1
  • Ocena czytelników:
    (4 głosów)

Z chwilą napaści Trzeciej Rzeszy na Związek Radziecki w dniu 22 czerwca 1941 roku, alianci zyskali kolejnego sojusznika do walki przeciwko coraz bardziej rozprzestrzeniającemu się nazizmowi. Ze względu jednak na wcześniejsze całkowicie sprzeczne z logiką działania Stalina, nowy sojusznik w chwili przyłączenia się do sojuszu był prawie bezsilny. Niemiecki plan wojny błyskawicznej - Blitzkrieg - po raz kolejny pokazywał swoją przewagę nad taktyką stosowaną przez aliantów jeszcze podczas pierwszej Wojny Światowej.

Rosja stanęła w obliczu klęski. By wybawić nowego sojusznika z olbrzymiej katastrofy, której skutki odczuwalne byłyby na całym świecie - a wojna z Hitlerem mogłaby trwać bez końca - alianci postanowili rozpocząć dostarczanie materiałów i surowców wojennych drogą morską z wykorzystaniem mórz Arktyki.

Był to jedyny sposób by utrzymać "przy życiu" wielką, acz słabą wówczas Armię Radziecką, która z dnia na dzień cofała się przed najeźdźcą.

Konwoje Arktyczne charakteryzowały się nieludzko trudnymi warunkami, zarówno dla aliantów, jak i Niemców, którzy starali się w każdy możliwy sposób zniszczyć nowo powstałą linię zaopatrzenia. Długie, wręcz niekończące się noce podczas zimy dawały U-Bootom możliwość ciągłego nękania i atakowania konwojów. Z kolei arktyczne lato, podczas którego słońce nigdy nie zachodziło, umożliwiało niemieckiej Luftwaffe bombardowanie widocznych ciągle jak na dłoni sznurów statków płynących do Północnej Rosji.

Jedyną ucieczką od tej ciągłej udręki była dla aliantów tylko i wyłącznie pogoda - nagłe sztormy, mgła i przenikliwy mróz nie pozwalały na skuteczne przeprowadzanie ataków zarówno z powietrza, jak i z pod wody. Była to jednak ucieczka okupiona olbrzymim poświęceniem.

W chwilach względnego spokoju, marynarze statków handlowych jak i eskortujących ich okrętów, mogli podziwiać zapierające dech w piersiach zorze polarne - jedyne dla nich ukojenie podczas trwania morderczego konwoju.

Richard Woodman w "Konwojach..." opisuje każdy konwój jaki w latach 1941-45 płynął ku Północnym wybrzeżom Rosji oraz z powrotem ku Anglii. Niestety, jest to opis charakteryzujący się przedstawieniem działań tylko i wyłącznie patrząc ze strony aliantów. Nie uświadczymy tu bowiem dokładnych i analitycznych opisów działań U-Bootów. Wszystko sprowadza się bowiem do tego, że taki a taki konwój (opisany na jednej stronie) został zaatakowany przez taki a taki U-Boot (wzmianka tylko w jednym zdaniu).

Chociaż wojna z konwojami nie była prowadzona jedynie przez U-Bootwaffe, to jednak według mnie, niemieckim okrętom podwodnym poświęcono zbyt mało miejsca w tej książce. Nie ujmuje to jej jednak fachowego podejścia do tematu. Więc jeżeli ktoś nie jest zainteresowany działaniem U-Bootów, niech doda sobie kolejnego plusika do oceny.