1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer>
  • Tytuł:
    Pochodnie nad Atlantykiem
  • Data utworzenia:
    22.11.2007
  • Autor:
    Erich Topp
  • Autor recenzji:
    Jatzoo
  • Wydawca:
    Finna, Gdańsk 2007
  • ISBN:
    978-83-89929-63-1
  • Okładka:
    Twarda
  • Liczba stron:
    361
  • Ocena recenzenta:
    2
  • Ocena czytelników:
    (5 głosów)

Erich Topp był jednym z nielicznych asów niemieckiej U-Bootwaffe, któremu udało się przeżyć wojnę. Należy tutaj wyraźnie zaznaczyć, że w głównej mierze była to zasługa Karla Dönitza, który we wrześniu 1942 roku awansował go na dowódcę 27 Flotylli, a więc przeniósł na ląd. Nadchodzące miesiące przyniosły bowiem dotkliwe straty wśród załóg okrętów podwodnych oraz kres ich dotychczasowych olbrzymich sukcesów na Atlantyku. Podczas swojej służby na U-Bootach, Topp zatopił 35 statków (plus dodatkowy 1 uszkodzony) oraz 1 okręt wojenny. Dzięki temu, w statystykach powojennych zajął wysokie 3 miejsce z zatopionym tonażem sporo przekraczającym 100 000 BRT. Za swoje osiągnięcia został odznaczony Krzyżem Żelaznym z Liśćmi Dębu i Mieczami.

"Pochodnie nad Atlantykiem" to wspomnienia Ericha Toppa. Bazują one w głównej mierze na dziennikach, które przez całe swoje życie prowadził autor. Jeśli ktoś liczy, że dzięki temu pozna wojenne losy i przeżycia Toppa... ten wielce się rozczaruje. Tytuł jest zupełnie nieadekwatny do poruszanych w książce tematów. Nie oznacza to, że z wojennych losów autora nic nie jest przedstawione. Sposób jednak - i przede wszystkim - objętość rozdziału traktującego o służbie na U-Bootach (w szczególności na U-552, na którym Topp odnosił największe sukcesy) są bardzo skąpe i ubogie.

Zatem, o czym traktuje książka? Jest to historia życia Ericha Toppa, ze szczególnym uwzględnieniem jego powojennych losów. Począwszy od czasów młodości autora, poprzez służbę w Bundesmarine oraz NATO, a skończywszy na architektonicznych zamiłowaniach i sukcesach z końca ubiegłego wieku. Pod tym względem, Topp w bardzo szczegółowy sposób opisuje swoje przeżycia. Może nawet i nazbyt szczegółowy, jeśli zwróci się uwagę, że od książki pod takim tytułem oczekiwało się czegoś zupełnie innego niż przykładowo wielostronicowy wykład o architekturze oraz produkcji zwierciadeł teleskopu.

Bardzo często Topp w odniesieniu do swojego dziennika wysuwa daleko idące, i czasami dość kontrowersyjne wnioski. Jako jeden z nielicznych miał możliwość pływania na nowych jednostkach Typu XXI oraz XXIII, które stanowiły przełomowy etap w budowie okrętów podwodnych. Co więcej, napisał do nich "podręcznik użytkowania". Gdyby Dönitz wprowadził na pole bitwy nowe okręty choćby kilka miesięcy wcześniej - wojna na morzu mogłaby trwać zdecydowanie dłużej, a jej efekty na pewno boleśnie dotknęłyby Aliantów. Zatem twierdzenie Toppa, że nowe okręty nie zmieniłyby nic w "Bitwie o Atlantyk", jest wyjątkowo enigmatyczne.

Tak jak w przypadku wspomnień Karla Dönitza "10 lat i 20 dni...", tak i tutaj nasuwa się myśl, że Topp wykorzystuje książkę, aby oczyścić się ze stawianych mu często zarzutów (słusznie bądź nie) o przynależność w czasie Drugiej Wojny Światowej do Nazistów. Atak na Dönitza o nie informowaniu przez niego podwładnych o obozach koncentracyjnych jest tutaj tylko jednym z wielu ku temu przykładów (biorąc pod uwagę, że do dziś nie jest wyjaśnione czy Dönitz o takich obozach w ogóle wiedział). Jak we wstępie do książki napisał p. Andrzej Ryba - musimy sami odpowiedzieć sobie na pytanie - czy wspomnienia Toppa są szczere? Czy nie są jedynie kolejną rzeczą, która miała mu ułatwić powojenną karierę i "wybielić" przeszłość?

Na koniec, niestety kilka słów o samym wydaniu książki. Finna bardzo mocno depcze po piętach Bellonie... I nie chodzi mi tutaj bynajmniej o merytoryczny poziom książek, ale o ich "całokształt". Począwszy od papieru niezbyt dobrej jakości (w porównaniu do wcześniejszych wydań tego wydawnictwa), a skończywszy na koszmarnie dużej ilości literówek. Odnosi się wrażenie, że nikt z "korekty" nie czytał pierwowzoru tłumaczenia. Może niektórym nie przeszkadza, że zamiast litery "ł" jest "l" - ale gdy sytuacja taka powtarza się prawie w co drugim zdaniu, jest to już nie do zaakceptowania.

Pomimo tych wszystkich wad, książka jak najbardziej powinna znaleźć się na półce obok innych o podobnej tematyce z dziedziny U-Bootwaffe.