1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer>
  • Tytuł:
    Bazy U-Bootów
  • Data utworzenia:
    22.08.2004
  • Autor:
    Jak P. Mallmann Showell
  • Autor recenzji:
    Jatzoo
  • Wydawca:
    Bellona, Warszawa 2004
  • ISBN:
    83-11-09998-7
  • Okładka:
    Miękka
  • Liczba stron:
    298
  • Ocena recenzenta:
    2
  • Ocena czytelników:
    (5 głosów)

Po dużej wpadce Bellony z bardzo nieudaną książką "Szary Wilk Atakuje", z dużą obawą wszyscy będą zapewne podchodzić do kolejnej pozycji z serii "Diabły Morskie", zatytułowaną: "Bazy U-Bootów". Jak się okazuje, na całe szczęście tym razem nie będziemy przeżywać koszmarów podczas czytania - a wręcz przeciwnie, w wielu momentach będzie nam bardzo trudno odciągnąć się od książki.

Książka, jak sam tytuł już nam sugeruje, poświęcona jest bazom U-Bootów. Nie jest to moim zdaniem zbyt dobry tytuł, gdyż koncentruje się ona na gigantycznych schronach i bunkrach, w których U-Booty chroniły się przed alianckimi nalotami. Te olbrzymie budowle były w stanie wytrzymać trafienia największymi bombami ratując w ten sposób flotylle U-Bootów i ich załogi przed całkowitym zniszczeniem, i obróceniem wszystkiego w pył.

Autor przedstawia nam genezę powstania tych gigantycznych budowli, związaną z tym całą logistykę oraz rozwiązania techniczne wykorzystywane podczas budowania poszczególnych schronów i bunkrów. Jak i w innych książkach tego autora mamy do czynienia z próbą przedstawienia "prawdziwego" obrazu ówczesnej sytuacji. Próbą wyprostowania wszystkich stereotypów dotyczących okrucieństw niemieckiej U-Bootwaffe i wszystkiego co związane z nią było. Z jednej strony jest to bardzo dobre (mówienie wprost, że śmierć tysięcy cywilów mieszkających wokół baz spowodowana była alianckimi nalotami i "pudłami" które nie trafiły w cele militarne), lecz z drugiej momentami mamy wrażenie, że autor zbytnio "zachwala" wszystkie poczynania Organizacji Todta - z czym do końca nie można się bowiem zgodzić (np. że praca przy budowlach nie była przymusowa, każdy robotnik dostawał wysokie wynagrodzenie, a wysoka śmiertelność wśród nich pochodziła tylko i wyłącznie wskutek działań aliantów).

Dzięki wielu bardzo ciekawym zdjęciom możemy zobaczyć jak "rodziły" się schrony, i jak "umierały" - nie zawsze śmiercią naturalną. Książka zawiera bowiem dziesiątki znakomitych zdjęć, z których wiele przedstawia obecny stan wielkich budowli. Niestety, poruszając temat zdjęć należy powiedzieć kilka słów o samym wydaniu książki. Znów mamy do czynienia z postawieniem na ilość, a nie na jakość - a więc w ostateczności i na zadowolenie czytelnika. W oryginalnym wydaniu większość zdjęć schronów jest w wysokiej jakości - w naszym wszystko jest czarno-białe - i jakby prosto z ksera. Dodatkowo, nie ma takiej sytuacji aby na jednej stronie było tylko jedno zdjęcie - przeważnie są upchane po dwa, trzy - co przy małych rozmiarach książki powoduje, że są w wielu przypadkach mało czytelne.

Na koniec należy również wspomnieć o tym, że książka stanowi doskonały przewodnik po pozostałych schronach i bunkrach. Autor omawiając bowiem każdy z nich podaje krótką informację jak tam trafić oraz czego należy się na miejscu spodziewać (ograniczenia w dostępie, powstałe zniszczenia, itp).