1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer>

Norweski patrol

Moderatorzy: Jatzoo, dragonfly

Posty: 15 • Strona 1 z 1

Norweski patrol

Postprzez Jagdtiger » 02.12.03, 01:30

Objąłem dowództwo nowego okrętu typu VIIB U-45. Dowództwo wysłało mnie na patrol w rejon Norwegii na północ od Trondheim. Wypłynąłem w dobrym nastroju 22 kwietnia 1940 z bazy w Wilhelmshaven. Pierwszy etap rejsu na bezpiecznych wodach postanowiłem pokonać na powierzchni. Szło dobrze aż do wysokości Stavanger, gdzie niespodziewanie pojawił się nieprzyjacielski samolot. Obsługa 20 mm działek zdążyła oddać kilka celnych salw w kierunku oddalającego się samolotu. Zrzucone przez niego bomby głębionowe nie wyrządziły żadnych szkód poza zasianym niepokojem. Postanowiłem nie kusić już losu i w dzień płynąć pod wodą.

Tego samego dnia czyli 23.IV około godz. 17 wynurzyłem się. Poczułem się bezpiecznie bo pogoda zrobiła się sztormowa. W tych warunkach raczej żaden samolot nie zaatakuje. Po 30 min drzemki na swojej koi zostałem obudzony...oficer doniósł mi o kontakcie wzrokowym z niezidentyfikowanym okrętem podwodnym. Ów okręt znajdował się ok. 45 stopni na prawo. Szybka decyzja....zachodzimy go od tyłu. Szerokim łukiem wyszliśmy mu na rufę. W międzyczasie obserwatorzy zidentyfikowali okręt jako nieprzyjacielski. Obsługa działa wycelowała i kilkoma precyzyjnymi strzałami wstrzelali się w cel. Kilka pocisków uderzyło we wroga. Oni natomiast byli bezsilni, ich działo było zasłonięte kioskiem. Próbowali chyba awaryjnego zanurzenia, bo kadłub zaczął niknąć w falach, ale po jeszcze kilku celnych salwach zrezygnowali. Mogło to się dla nich skończyć natychmiastowym zatopieniem. Nieprzyjaciel zaczął równocześnie wykonywać ostry zwrot na prawą burtę, aby móc użyć własnego uzbrojenia. W tym czasie kolejne pociski dosięgnęły jego pokładu. Zanim okręt wroga został pochłonięty przez fale to bohaterska obsługa działa zdążyła oddać w naszą stronę kilka niecelnych strzałów.

Mogłem tylko pogratulować artylerzystom wspaniałego sukcesu. Okręt typu S spoczął na dnie. A to dopiero drugi dzień patrolu.

cdn...
Jagdtiger
Fregattenkapitän
 
Tonaż: 506.000 BRT

Dołączył(a): 16.02.03, 20:43
Lokalizacja: 3miasto

Powrót do służby...

Postprzez Jatzoo » 06.01.04, 00:41

Grudzien 1943...

Poprzedni miesiac byl dla nas jednym z najgorszych podczas calej tej parszywej wojny. Od dobrych parunastu miesiecy nie ma wsrod nas juz Kretschmera, Schepkego, Priena.. U-Bootwaffe zaczyna upadac powoli na kolana... Przewaga tych po drugiej stronie jest juz zbyt widoczna i odczuwalna... Coraz wiecej naszych nie wraca z patrolu...
Wielki Lew z wielkim bolem serca z powrotem wysyla mnie w boj.. Ale nie ma innego wyjscia w tej sytuacji... Moje miejsce w sztabie zajmie mlody Hessler. To zdolny chlopak. Na pewno sobie tutaj poradzi...

Moj stary przyjaciel Amigo wspominal o nowych jednostkach, ktore maja przywrocic ponowny blask U-Bootwaffe... Zawsze jak wracal z rejsu to wybieralismy sie razem do 'Chezz Elle', gdzie po paru glebszych od razu sie rozluznial i jak zwykle rozpoczynal swoje opowiesci o tych nowych 'cudenkach'.. Nie przerywalem mu..

Niech sie wygada... Nie wiadomo, czy bedzie jeszcze nastepna okazja do takich opowiadan... Los nie wybiera...
To jak rosyjska ruletka.. Wrocisz... a moze nie...

Ale teraz sam mam sie o tym przekonac...

Od samego poczatku nie jest latwo.. Pomimo tych wszystkich zapewnien Amiga o cudownej bronii - otrzymuje moj stary okret: U69..
Pierwszy kontakt z zaloga nie jest zbyt zadowalajacy. Bardzo wiele nowych twarzy... Zadaje sobie w duchu pytanie - czy 'oni' beda rownie dobrzy jak wczesniejsi ludzie, na ktorych zawsze moglem liczyc...?
Wielu z nich odeszlo... Na zawsze....

.....


18:20 - wachta zauwaza konwoj, od informacji uzyskanych od Donitza maja sie w nim znajdowac m.in. dwa lotniskowce - bardzo tluste kaski...

19:05 - tak... to ten konwoj, lotniskowce plyna w samym srodku, ciezko bedzie sie do nich dobrac... ale Donitz wie swoje... trzeba je dorwac i zniszczyc, reszta w tej chwili sie nie liczy...

21:58 - choc wszystko dobrze sie zapowiadalo, nagly zwrot pomieszal wszystkie moje plany.. Cala zgraja niszczycieli wplynela wprost na mnie...

22:12 - zchodze na glebokosc 230 metrow - moj stary okret to wytrzymuje, prawdziwy cud...

00:43 - po raz kolejny udalo mi sie uciec... szczescie...? przypadek..? dar od losu kolejnej godziny zycia...?

04:41 - okrazylem konwoj i staram sie przedzec z drugiej strony

05:02 - tak jak przewidywalem, kolejny zwrot nastepuje w moim kierunku, oba lotniskowce sa juz w zasiegu wzroku.. oba tluste okrety plyna niestrudzenie... ku swojemu ostatecznym przeznaczeniu..

05:21 - odleglosc 1000 metrow, salwa dwoch torped dosiega pierwszy lotniskowiec...

05:25 - nastepne dwie jak po sznurku trafiaja w drugi...

05:36 - oba lotniskowce zwalniaja, to dobry znak... ich koniec jest nader
bliski...

06:43 - przeplywam pod konwojem i oddaje po jednym strzale z rufy do obu lotniskowcow - to juz tylko czysta formalnosc...

07:52 - pierwszy lotniskowiec przelamal sie na pol, jak nic trafienie w jakis magazyn amunicji

07:53 - drugi lotniskowiec coraz bardziej osiada na prawa burte, widac prowadzona ewakuacje...

07:59 - coraz wiecej niszczycieli w poblizu, schodze na 210 metrow i na 'cichej' oddalam sie od miejsca zdarzenia... zegnaja mnie odglosy pekajacych grodzi...

09:30 - wysylam radiogram do Doenitza... Niech sie stary lew ucieszy... Dobrze zrobil, ze znow pozwolil mi wyjsc w morze....


---------------------------------------------------------
Amigo, Ty to masz u mnie przerabane za to SH2 z dodatkami - ja tu czasu nie mam na takie zabawy - odciagasz mnie od mojej pracy :wink:

PS. Oczywiscie wszystko na 100% i z dodatkami utrudniajacymi gre - inaczej nie ma zadnej przyjemnosci z grania :D
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
Jatzoo
Grossadmiral
Grossadmiral
Global Mod
 
Tonaż: 2.326.000 BRT

Dołączył(a): 22.08.02, 15:03

Postprzez Korvettenkapitan » 23.04.04, 19:13

Styczeń 1942 roku.
Wojna na Atlantyku trwa już dwa i pół roku.
Ubootwaffe ma coraz większe trudności w walce z konwojami północnoatlantyckimi. Dwa tygodnie wcześniej, Niemcy wypowiedzieli wojnę USA. Bitwa o Atlantyk przenosi się na wody amerykańskie.
Wyszliśmy w morze o godzinie dwunastej dwunastego stycznia. Na wody amerykańskie mieliśmy dotrzeć po kilku tygodniach.
Po długiej podróży, U-172 dociera pod przylądek Hatteras. Dzień spędzamy pod wodą, by nie zauważył nas samolot.
Nasz akustyk melduje o śrubach w namiarze dwa-siedem-trzy.
18.12 - wynurzenie. Kłęby dymu w namiarze 274.
18.16 - identyfikacja celu - dwa zbiornikowce osłaniane przez niszczyciel.
18.18 - zanurzenie na peryskopową.
18.32 - odległość 1000 metrów do pierwszego zbiornikowca. Niszczyciel nie wykrył nas jeszcze.
18.32 - Strzał z wyrzutni pierwszej i drugiej.
18.33 - wybuch torpedy przy pomoście pierwszego celu - w niebo unosi się chmura ognia i dymu. Drugie trafienie w następny cel - teraz oba się palą żywym, niezagasłym płomieniem.

Niszczyciel ruszył w naszym kierunku. Ustawiłem okręt dziobem do niego i wydałem rozkaz "cała naprzód".
18.35 - strzał z wyrzutni trzeciej - minięcie celu. Strzał z czwartej.
18.36 - cel trafiony, niszczyciel idzie w kilkadziesiąt sekund na dno.
Wynurzyliśmy się i dobiliśmy z działa zbiornikowce. Mam wrażenie, jakby ktoś z brzegu bezsilnie oglądał tą rzeźnię.

Tak minął pierwszy dzień od przybycia w rejon operacyjny.
Korvettenkapitan
Korvettenkapitän
 
Tonaż: 436.000 BRT

Dołączył(a): 21.01.04, 22:15
Lokalizacja: Nad Bałtykiem

Postprzez Korvettenkapitan » 24.04.04, 18:30

Następny patrol rozpoczął się w drugiej połowie marca 1942 roku.
Po pierwszym załoga U-172 była w znakomitym nastroju. Czas na chwilę oddać się błogiej sielance portowego życia Lorient, gdy stoczniowcy będą męczyć się nad naszym okrętem.
Nie minęło wiele czasu, gdy z tańcbud, barów i hotelu Beau Sejour przenieśliśmy się do ciasnych stanowisk i koi naszego okrętu.
Gdy wszystko było "klar" opuściliśmy port i znaleźliśmy się w naszym rejonie operacyjnym na początku kwietnia.
Karaiby...

Po niemal tygodniu bezowocnego pływania, meldunek z przedziału radiowego mrozi krew w żyłach.
Konwój niedaleko Trynidadu! Ruszamy w podanym kierunku, a następny meldunek pozwala nam określić jego kurs.

Trzeba będzie pobrać paliwo od zaopatrzeniowca...
Cała naprzód i po trzech godzinach znajdujemy konwój. Statki w równych czterech szeregach. Trzy niszczyciele osłony.

13 kwietnia 1942 roku
Pechowa data? To się okaże.

23.39 - odległość 7000 metrów do zewnętrznej kolumny konwoju.
23.42 - skracamy dystans. Wróg na razie nas nie zauważył.
23.47 - okręt wewnątrz kolumn. Aż dziwne, że nie zostaliśmy zauważeni.
23.49 - strzał z wyrzutni numer jeden do zbiornikowca. Odległość 1200 metrów. Wybuch po trzydziestu sekundach.
23.50 - zwrot o 20 stopni - strzał z wyrzutni numer 2 do frachtowca o tonażu 5000 ton. Pudło. Trafienie we frachtowiec o tonażu 2300 ton. Przynajmniej 25 tysięcy marek nie poszło na marne...
23.51 - konwój jest oświetlony bardziej niż choinka, a artylerzyści się już obudzili. Obramowanie okrętu - zanurzenie na peryskopową.
23.52 - strzał z wyrzutni numer trzy do wrogiego zbiornikowca. Odległość 1350 metrów. Trafienie pod pomostem. Wielki wybuch.
23.54 - niszczyciele na oślep szukają naszego okrętu.
23.55 - czwarta torpeda trafia statek typu Liberty, który po sporej (rozrywającej go na części) eksplozji idzie na dno w ciągu 20 sekund.
23.56 - piąta torpeda opuszcza rufową wyrzutnię. Cel: obładowany zbiornikowiec typu T2. Trafienie w rufę. Wyraźnie zwalnia. To dobry znak.
23.58 - szósta torpeda rozpoczyna wędrówkę w kierunku frachtowca typu Liberty. Pudło.
23.59 - trafienie szóstej torpedy w burtę amerykańskiego niszczyciela. Eskorcie też się dostało...
00.00 - zanurzenie na głębokość 215 metrów, prędkość małoszumna.

14 kwietnia 1942 r
Godz. 2.00 - wynurzenie. Wrogi konwój zniknął z pola widzenia. Zatonęło pięć statków i jeden niszczyciel. Łączny tonaż: około 40 tys. ton.
Hydroakustyk wciąż słyszy śruby. Płyniemy tam.
2.45 - nawiązanie kontaktu. W ciągu następnej półtorej godziny wyprzedzamy konwój.
4.30 - jeszcze nie świta. Czas dokończyć dzieła.
4.45 - znowu w środku konwoju.
Kolejne sześć torped znajduje swoje cele. Dwa Liberty, jeden zbiornikowiec i dwa małe frachtowce. Ostatni "węgorz" pudłuje.

5.30 - odchodzimy od konwoju. Nadajemy meldunek. Niech go kto inny weźmie w obroty. Zresztą, niewiele mu zostawiliśmy.
Prawie siedemdziesiąt tysięcy ton. Poprzedni patrol - 82 500 ton. Czas poszukać następnych ofiar...

13 okazała się pechowa dla Amerykanów... A następne też nie okazały się dla nich najlepsze.
Korvettenkapitan
Korvettenkapitän
 
Tonaż: 436.000 BRT

Dołączył(a): 21.01.04, 22:15
Lokalizacja: Nad Bałtykiem

Postprzez Grom » 24.04.04, 19:16

Komputer to straszny matoł ;) 82 500 BRT starić w jednym patrolu hueh :)
Grom
Fregattenkapitän
 
Tonaż: 701.000 BRT

Dołączył(a): 16.03.04, 11:22
Lokalizacja: Reading UK

Postprzez Grom » 25.04.04, 04:57

Cały dzień 3 lipca 1942 roku zapędzaliśmy konwój w kolumny. Czasem wydawało mi się, że kapitanowie statków handlowych wiozących zaoparzenie do ZSRR to idioci. W starym dobrym składzie DesDiv63 USS Sims DD 409 & USS Roe DD 418, oczekiwaliśmy na nadejście naszych krążowników z DesRon 25.
Obrazek
W końcu dnia 4 lipca 1942 konwój uformował się i o godzinie 8:30 byliśmy gotowi do dalekiej i trudnej drogi.
Obrazek
Obrazek
Rozkazy mówiły o nieprzyjacielskim lotnictwie atakującym z baz w okupowanej Norwegii, u-bootach i okrętach rajderskich. Wszystkie te newsy nie nastrajały zbyt optymistycznie, ale jak mawiają Rosjanie "pożywiom uwidim". Statki leniwie kołysały się na falach, rzuciłem do 2 oficera.
2/3 NAPRZÓD !!!! Radiooperator powiadomić DD 418 o prędkości dywizjonu w eskorcie przedniej, trzymać dystans 4000 jardów od okrętu flagowego na północ !!!! Konwój powoli nabarł oszałamiającej prędkości 9 węzłów. Cała załoga oprócz służb dyżurnych spędzała czas na pracach okrętowych. Wszystko wydawało się tak spokojne, jakby nie było wojny. Spokój jednak, nie trwał długo 10:14 kontakt radarowy z niezidentyfikowaną grupą lotnictwa !!!! Na wszelki wypadek ogłosiłem ALARM !!!!! WSZYSCY NA STANOWISKA BOJOWE !!!!!!. Wiedzieliśmy, że to nie mogą być nasze samoloty. Najbliższe lotniskowce eskortowe były setki mil stąd. Obserwator zameldował Junkersy-88.
DESDIV 63 OGNIA !!!!! Oba okręty rozbłysły od wystrzałów z artylerii głównej, Oerlikonów i podwójnie sprzężonych Boforsów.
Obrazek
Mimo zmasowanego ognia nie uniknęliśmy strat. Nieprzyjaciel dotarł w pobliże i dokonał skutecznego bombardowania USS Macon CA142. Kiedy Niemcy zawracali do ataku torpedowego, załogi niemal szalały przy broni pokładowej. Gdyby mogli to obrzuciliby wrogie samoloty butelkami po coca coli. Choć i tak ich ogień był bardzo skuteczny, zanotowaliśmy kilka spadających maszyn kiedy cały konwój rozpoczął zmasowany ogień. Przerzucając go na kolejne maszyny. Przypomniał mi się wtedy patrol u wybrzeży Wilekeij Brytanii kiedy wspomagani przez 2 stare brytyjskie korwety walczyliśmy z niemieckimi myśliwcami i bombowcami nurkującymi
Obrazek
Po chwili sonarzysta zameldował o dźwiękach torped zmierzających w kierunku Macon-a. Było już niestety za późno, ranny okręt walczący z tonami wody wdzierającymi się po wybuchach bomb nie mógł uciec swemu przeznaczeniu.
Obrazek
Otrzymał 2 trafienia w sterburtę i zaczął tonąć. Odkomenderowany niszczyciel zaczął wyławiać rozbitków. Reszta ruszyła w niezmienionym porządku na wschód do sojusznika. Pierwsze poważne straty w eskorcie już na samym początku dalekiej podóży do Archangielska przygnębiły załogi okrętów. Czas jednak nie był na rozmyślania. Nakazałem odwołanie alarmu bojowego i czas na porządki, ZBIERANIE ŁUSEK AMUNICYJNYCH.

Ludzie pracowali, a konwój płynął dalej tak jakby nic się nie stało. Aż do godziny 1300 było cicho (ta feralna 13 !!!!).
MELDUNEK Z USS ROE !!!! Wykrzyknął radiooperator. Odczytałem krótką wiadomość.
SIR SONAR REPORTS SUBAMRINE CONTACT
To zaledwie 4:30 godziny odkąd wyruszyliśmy, a ile się zdarzyło (pomyślałem) Przenosząc tymczasowo flagę na DD 418. Natychmiast skoczyłem na mostek, i do sonaru. W hydrofonie słychać było silniki elektryczne.
Obrazek
STER NA PORTBURTĘ, NAPRZÓD STANDARD !!!!!
Okręt wykonał sprawny zwrot przy dźwiękach spadających kubków z kawą. Sonarzysta rozpoczął swoje PING PING. Po kilku minutach prób nawiązania kontaktu ASDIC-iem w końcu udało się. Mieliśmy pierwsze odczyty.
Obrazek
Zbliżąjąc się do celu od rufy wiedziałem już, że siedzi poniżej zanurzenia peryskopowego mając zaledwie 288 stóp pod kilem. W dystansie 100 jardów wydałem komendę
CAŁĄ NAPRZÓD !!!! STER 5 STOPNI NA PORTBURTĘ Gdy wyprzedzaliśmy nasz cel myślałem co oni tam teraz robią będąc świadomi nadchodzącej śmierci.
STACJA BOMB, ZAPALNIKI 50 STÓP!!! NA MOJĄ KOMENDĘ !!! ZRZUT!!!... ZRZUT!!!...ZRZUT!!!...ZRZUT!!!
Dało się słychać plask bomb głębinowych o wodę.
ObrazekOkręt szedł już ponad 20 węzłów, więc eksplozje nie powinny uszkodzić rufy. W chwilę potem dało się usłyszeć odgłosy eksplozji w wodzie.
Obrazek
Cel został zniszczony. Konwój kołysząc sie wciąż w swoim jednostajnym tempe podążał na wschód.
Obrazek
Przed nami jeszcze długa droga, lecz pierwszych 5 godzin pokazało nam, że nie będzie łatwo. Choć efekty nie były aż tak złe.
Obrazek

Pierwsza część obiecanej historyjki o konwoju do Murmańska, długa misja więc będzie jeszcz co naj mniej kilka nalotów, z okrętem korsaskim i u-bootami.
Grom
Fregattenkapitän
 
Tonaż: 701.000 BRT

Dołączył(a): 16.03.04, 11:22
Lokalizacja: Reading UK

Postprzez U-boot » 25.04.04, 08:22

Grom --> jestem pod wrażenie opowiadania - BRAWO !!!

Choć to zatopienie U-boota przyszło zbyt łatwo :-)

Pozdrowionka
U-boot
Kapitänleutnant
 
Tonaż: 319.000 BRT

Dołączył(a): 10.09.02, 08:46
Lokalizacja: Gdynia

Postprzez Korvettenkapitan » 25.04.04, 11:58

Grom ----- niestety, 82 500 BRT jest możliwe. Poza tym, w standardowej kampanii (niestety bardzo liniowej i nieswobodnej) w roku 1941 na VIIC zatopiłem trzynaście statków o łącznym tonażu 76 tys. BRT. A co dopiero na typie IXC, do którego należy U-172.
Poza tym, jestem tak samo jak U-boot pod wrażeniem opowiadania. Tylko walka z U-bootem mogła rzeczywiście potrwać trochę dłużej...

Pozdrawiam.
Korvettenkapitan
Korvettenkapitän
 
Tonaż: 436.000 BRT

Dołączył(a): 21.01.04, 22:15
Lokalizacja: Nad Bałtykiem

Postprzez Grom » 25.04.04, 12:06

W grze jest wszystko możliwe. Fajne te repainty DD troszke kontrastu do szarzyzny. W misji do Islandii dzięki deszczowi przeszedłem bez kontaktu z rajderem. Nie widzieli nas! Ani u-boot ani korsarz, tak lało :) Jestem wciąż pod wrażeniem modu wody, słońca & deszczu. Zwłaszcza mod deszczu wpływa na warunki bojowe, radary mają zdecydowanie krótki zasięg. Ostatnio wpłynąłem całym dywizjonem niemal w środek niemieckiej grupy bojowej, było ciężko :) Testuję też możliwość użycia różnych jednostek do misji multi. Wiem, że napewno da się popływać Bismarckiem, Prinz Eugenem, Scharnhorstem, niszczycielem model 1936, Yamato. Wciąż coś obmyślam w związku ze starzeniem się gry i oczekwianiem na SH3. W misji Murmańsk Run - Najlepsze dopiero przed Wami. Włącznie z całym Wilczym stadem
Grom
Fregattenkapitän
 
Tonaż: 701.000 BRT

Dołączył(a): 16.03.04, 11:22
Lokalizacja: Reading UK

Postprzez Grom » 25.04.04, 22:57

CZĘŚĆ 2 Konwój do Murmańska

Ściemniło się, choć na polarnych szlakach w lipcu raczej trudno o noc. Bardziej przypominało to szarówkę, niż rzeczywistą nocną ciemność. Jednak ostatnie meldunki mówiły o wyjątkowej aktywności u-bootów w tym rejonie toteż dowódca eskorty wyznaczył nam zadanie małego rekonesansu, przed konwojem. Mieliśmy popłynąć na około 20 mil przed konwój i poszperać sonarami w wodzie. Ledwie wydałem rozkaz
Standard Naprzód !!!, gdy radar doniósł o konrtakcie z jednostką nawodną.
Obrazek
Znów kotłowanina myśli przebiegała mi przez głowę. I jedno pytanie wciąż nie dawało spokoju. Swój czy wrogi ?? Wprowadzone do wieży namiary radarowe wskazywały na dużą prękość niezidentyfikowanego okrętu. Ponad 20 węzłów, więc to nie mógł być rzaden statek handlowy.
Obrazek
Rozkaz dla DesDiv 63 od dowódcy eskorty, radiooperator, podał mi kartkę.
DO: DesDiv 63.
Rozpoznać kontakt. Doprowadzić do kontaktu wzrokowego. W przypadku potwierdzeia wrogich zamiarów prowadzić działania ofensywne w obronie konwoju

Łatwo powiedzieć, zwłaszcza jeśli okaże się, że to jakiś korsarz. Pomyślałem wydając rozakzy przyjęcia formacji w szyku torowym, z całą naprzód. Okręt drgnął i zaczęliśmy się oddalać od reszty naszego zgrupowania. Ostatni raz spojżałem za rufę, by upewnić się, że DD 418 Roe przyjmuje właściwą pozycję.
Obrazek
Płynęliśmy tak na spotkanie niepewnego kontaktu, gdy odpowiedź nadeszła sama. Wraz z pierwszym odgłosem odległego wystzału artyleryjskiego kontakt zidentyfikował się sam. Wiadomo było, że wróg. Pozostawało tylko odpowiedzieć na pytanie jak duży?? Rozkaz bowiem mówił o działaniach ofensywnych. Wykonaliśmy zwrot przez sterburtę zbliżając się od północy do kontaktu. Alarmy znów rozbrzmiały swoim echem po pokładach obydwu okrętów. Identyfikacja celu zmroziła nam krew w żyłach
SCHARNHORST !!!!
Obrazek
Statki i okręty w konwoju otrzymywały trafienia od korsarza, obok nas spadło zaledwie kilka pocisków. Widać niemiecki dowódca nie widział niczego niebezpiecznego w dwóch małych niszczycielach na północ od jego sterburty. Natychmiast wysłałem wiadomość do dowódcy eskorty o zidentyfikowaniu celu. Wszystko co miało lufę nagle zaczęło strzelać. Scharnhorst został nakryty ogniem z dział naszego krążownika i wszystkich niszczycieli.
Obrazek
Za wyjątkiem DesDiv 63, który w tym momencie ustawiał się do salwy burtowej z torped. W 5 minut po dokonaniu identyfikacji płynęliśmy z gotowymi wyrzutniami torpedowymi równolegle do korsarza. Nastąpiła długa chwila wprowadzenie namiarów na cel do aparatów. Kiedy wreszcei to nastąpiło, wydałem rozkaz odpalenia wszystkich torped. Oficer torpedowy krzycząc na marynarzy pokolei odpalał nasze ryby Oczekując efektu wykonaliśmy zwrot, za nami DD418 odpalał kilka torped,
Obrazek
Oba okręty natychmiast po wykonaniu ataku zawróciły, na północ oddalając się od niemieckich luf. Minęło kilka minut, nasz okręt na pełnej prędkości pędził na północ, obok drugi niszczyciel uciekał od ewentualności trafienia przez niemiecką artylerię. Co pewnie by się stało gdyby nie wszystkie torpedy trafiły lub nie wybuchły. Jednak, w chwili, kiedy nastąpiło pierwsze uderzenie naszej torpedy
Obrazek
Niemcy nie mieli już czasu na wiele więcej prócz ucieczki z tonącego okrętu. Po pierwszej nastąpiła seria eksplozji naszych torped. Z 9 wystrzelonych do korsarza 9 trafiło w cel i wybuchło.
Obrazek
Tak strzelają tylko POLACY :)
Grom
Fregattenkapitän
 
Tonaż: 701.000 BRT

Dołączył(a): 16.03.04, 11:22
Lokalizacja: Reading UK

Postprzez U-boot » 27.04.04, 11:03

Grom --> tak strzelali tylko Japończycy :-)
Kolejny kawał dobrej roboty :-) choć to tylko gra i w rzeczywistości wyglądałoby to znacznie inaczej :-)

Pozdrowionka
U-boot
Kapitänleutnant
 
Tonaż: 319.000 BRT

Dołączył(a): 10.09.02, 08:46
Lokalizacja: Gdynia

Postprzez Grom » 27.04.04, 18:48

Tak wiem

Tak apropos to w linkach są pliczki dźwiękowe z orginalnymi nazwami, żeby sobie mógł Amigo ściągnąć. Właśnie przerabiam misję multi Convoy to Freetwon. Co Wy na to, żeby wyskoczyć 2 zespołami bojowymi w ataku i obronie konowoju. Z krążownikami, niszczycielami i subami po obu stronach ?? Taka misyjka 4v4 całkiem ciekawie by wyglądało
Grom
Fregattenkapitän
 
Tonaż: 701.000 BRT

Dołączył(a): 16.03.04, 11:22
Lokalizacja: Reading UK

Postprzez Korvettenkapitan » 11.05.04, 22:19

Listopad 1943 roku.
Właśnie skończył się październik. Wielu naszych towarzyszy nie wróciło z patrolu - niektórzy już doświadczeni, inni jeszcze nie.

U-172 też miał dużo szczęścia przed Lorient - atak Liberatora niemal spowodował zatonięcie okrętu. Obsługa działka przeciwlotniczego trafiła jeszcze wroga, który szybko zniknął w mroku nocy.
Ale stary Karl nie pozwala nam na rozprężenie - po raz kolejny wychodzimy w morze. W drodze przez Biskaje siedem razy zanurzaliśmy się z powodu samolotów.
Trzysta pięćdziesiąt tysięcy ton...i nagle zginąć? To niemożliwe.
Po dwóch tygodniach znów w rejonie operacyjnym. Nic, tylko pływamy i nudnie egzystujemy w naszym żelazku. Aż nagle...

Dwudziestego drugiego czerwca otrzymaliśmy meldunek o konwoju:
Niedaleko nas - około dwudziestu mil morskich.
Cała naprzód i ruszamy do przodu. Załoga oczekuje niecierpliwie kolejnego spotkania z wrogiem.
Konwój był pokaźny, ale eskorta również. Trzeba znaleźć sposób.
To nie wody amerykańskie lub początek wojny... Tu już zużywa się bardziej szarą komórkę.

Zmrok. W końcu zaatakujemy. Cały konwój widać jak na dłoni - księżyc wysoko w górze.

19.12 - podejście pod kątem 45 stopni do kursu konwoju.
19.23 - niszczyciel wykrywa nas - zanurzenie na 200 metrów - prędkość małoszumna.
19.23 - pierwsze eksplozje bomb głębinowych. Na szczęście daleko.
19.25 - peryskopowa i przejście na jedną trzecią. Konwój już w zasięgu ręki.
19.28 - Namiary są gotowe - celami są: trzy frachtowce typu Liberty, jeden tankowiec i dwa inne statki.
19.29 - interwał strzału około 10 sekund. Półtora tysiąca metrów do pierwszego celu - wyrzutnia numer jeden pal!
19.30 -19.31 - następne torpedy opuszczają dziobowe wyrzutnie. Najdalszy cel w odległości około 2500 metrów.
19.32 - wybuch przy Liberty - pierwszy cel dostał prezent - efektowny wybuch.

Postanowiłem zachować dwie torpedy z rufy. Może trafi się jakaś okazja.
19.33 - Liberty trafiony - idzie na dno w niecałą minutę. Chybienie do trzeciego, ale trafienie w statek w sąsiedniej kolumnie - około 5000 ton.
19.34 - zbiornikowiec trafiony. Szybko tonie.

Zanurzyliśmy się na głębokość 220 metrów i na prędkości małoszumnej oddaliliśmy się od miejsca zdarzenia - 32 tys. BRT. Trzask pękających grodzi robi piorunujące wrażenie.

23.21 - chyba już oddaliliśmy się wystarczająco - okręt jest nadal klar. Wynurzenie.

U-172 zostawił po swoim mieczu kolejną szczerbę na konwoju aliantów. Chociaż czasy masakr konwojowych już dawno minęły - to jednak załoga jest w dobrym nastroju. Cieszy ich świadomość, że pomimo dużych strat, mogą jeszcze pokazać przeciwnikowi, że są godni respektu.

Przez następne dwa tygodnie nie spotkaliśmy żadnego godnego uwagi celu. Trzydzieści mil morskich od Lorient usłyszałem mrożący krew w żyłach meldunek...

Alarm!!!!!!!!
Samolot przeleciał nad nami, zrzucając bomby głębinowe. Nerwowe ułamki sekund.
Cztery wybuchy.
Okręt poważnie się trzęsie, ktoś z załogi krzyczy o przeciekach. Szybko dowiaduję się o stanie okrętu - okręt jest poważnie uszkodzony. Nie da się go ustabilizować - poziom wody dochodzi do niebezpiecznej granicy. Został tylko szas.
Wyszasowaliśmy zbiorniki i szybko znaleźliśmy się na powierzchni.
- Obsadzić działka przeciwlotnicze!
Liberator wrócił, ale nasza obsługa strzelała wspaniale. Skręciłem na prawą burtę, aby odnieść jak najmniejsze uszkodzenia, przy zrzucie.

Amerykanin dostał jednak swoją porcję. Gdy ruszył do kolejnego ataku - oberwał tak solidnie, że po prostu plusnął w wodę. Obsługa ocaliła okręt.
Wchodząc do Lorient wyglądaliśmy bardzo malowniczo - przechylony okręt o trochę osmalonych bokach.

Ale wróciliśmy. Jak będzie następnym razem? Wielu naszych nie miało takiego szczęścia...
Korvettenkapitan
Korvettenkapitän
 
Tonaż: 436.000 BRT

Dołączył(a): 21.01.04, 22:15
Lokalizacja: Nad Bałtykiem

Postprzez Korvettenkapitan » 28.09.04, 21:25

Szósty czerwca 1944 roku.

Kilka godzin temu, otrzymaliśmy wiadomość, że inwazja na Francję właśnie rozpoczęła się. Nastrój jest ponury. Doświadczyliśmy już niejednych chwil na U-172, a teraz na nowiutkim VIIC mamy wypłynąć z Lorient. Alianci już brawurowo latają nam nad głowami.

O godzinie 12 wypłynęliśmy. Nie sądzimy, że wrócimy już do Lorient. BdU być może skieruje nas do Norwegii lub Niemiec, jeśli w ogóle jeszcze odpowiemy na wezwanie radiowe.

Już w płytkim basenie portowym, Mosquito niemal koszącym lotem wyłonił się zza wzgórz i zrzucił swoje bomby na nas. Tommy miał nas jak na widelcu, działka przeciwlotnicze tylko kilka razy go trafiły.

Jednak bomby wybuchły nieszkodliwie daleko od nas. Czyżby dar losu?

Z powolnego wychodzenia 2/3 postanowiłem całą naprzód ruszyć i wydostać się na izobatę 120 metrową, około 10 mil morskich od Lorient. Tylko, czy tam dotrzemy?

Ciąg dalszy nastapi.

Pozdrawiam.
Korvettenkapitan
Korvettenkapitän
 
Tonaż: 436.000 BRT

Dołączył(a): 21.01.04, 22:15
Lokalizacja: Nad Bałtykiem

Postprzez Korvettenkapitan » 29.09.04, 20:54

Opuściliśmy już Lorient. Sporo problemów sprawiło przejście przez tor wodny obok wysepki tuż przy wejściu. Bardzo łatwo tam wejść na mieliznę.
Nie minęło 5 mil morskich, a znowu jednemu z moich wachtowych coś świta. Nie ryzykuję czekania do ponownego zauważenia samolotu. Trzeba się zanurzyć.
Głębokość wody wynosi około czterdziestu metrów. Zanurzenie alarmowe nie miałoby sensu. Dlatego nakazuję powolne zanurzenie na 40 metrów, a po minucie, gdy okręt już się zanurzył, zmniejszam bieg silników elektrycznych na 1/3, aby bez uszkodzeń położyć okręt na dnie.

Rozległ się odgłos szurania po kamiennym dnie, jęku stali w kontakcie z kamieniami. Wyłączyłem silniki. Czekaliśmy. Minęło dwadzieścia minut i cisza. Czekam jeszcze piętnaście. Z Liberatorem na powierzchni nie mamy przecież żadnych szans.

Po wynurzeniu i ponownym przejściu na całą naprzód silników diesla, skierowałem mój okręt na południowy zachód, aby jak najszybciej dotrzeć do 128 metrowej izobaty.

Dotarliśmy więc około 13 do izobaty i przyjęliśmy kierunek północ- północny-zachódi, w kierunku zachodniego wejścia do Kanału. Zaledwie kilkadziesiąt mil na zachód wyrosły gwiazdy "Szczęśliwych dni". Teraz przebywanie tam jest niebezpieczne, niemal śmiertelne.

Ponad trzynaście razy w drodze do celu zanurzaliśmy się z powodu samolotów. Dwa razy zostaliśmy obrzuceni bombami głębinowymi. Na całe szczęście niegroźnie.
W nocy szedłem w zanurzeniu na głębokości około 40 m.

Szósta rano, 7 czerwca 1944 roku.

Sześć godzin temu skończył się "najdłuższy dzień". Tego dnia nastroje na pokładzie są nieznacznie lepsze. Przyjmujemy kurs na wschód. Jesteśmy około trzydzieści mil na południe od Portsmouth.

6.30 - zauważono patrol niszczycieli. Cztery okręty. Udało się podejść do pierwszego. Odpaliłem torpedę TV z wyrzutni nr 3. Trafiła w rufę. Okazało się, że trafionym okrętem był polski niszczyciel "Błyskawica".
6.31 - strzał niecelny z wyrzutni drugiej.
6.31 - 29 - zanurzenie 70 metrów. Od dna dzieli 8 m. Niszczyciele omotują wodę Asdiciem. Widać, są wściekli.
6.35 - detonuje pierwsze pięć bomb głębinowych. Za nimi kolejne osiem. Kładę okręt na dnie.
7.41 - odgłosy asdicu i szumy śrub coraz dalsze. Dziwne, że tak szybko udało się ich zgubić. Chyba naszym łowcom się nie poszczęściło w tym dniu. Przynajmniej nie tej eskadrze niszczycieli.

U-573 wynurza się. Okręt jest w dobrym stanie. Czas rozpocząć ponownie marsz na powierzchni...

Z kilkoma zanurzeniami na około 40-50 metrów, ale bez szkód, dotarliśmy na 10 mil od Cherbourga.

Wiadomość, którą otrzymałem zelektryzowała mnie wprost niepomiernie, tak samo jak resztę załogi.
Dymy na horyzoncie!
Dzień był słoneczny i tylko kilka chmurek wisiało na niebie. Odległość od celu jest więc około dwudziestu tysięcy metrów.

Cała naprzód! Ran an den Feind!

Ale okazało się, że konwój z tłustymi gąskami jak transportowce, zbiornikowce, duże frachtowce jest strzeżony przez około sześć niszczycieli i dwie korwety. Ciężko, oj ciężko będzie podejść.

Na 12 000 metrów przed konwojem zanurzyłem okręt. Wolno naprzód i co chwila podnosiłem peryskop.

Wróćmy jeszcze raz do Kriegstagebuch U-573:

13.49 - odległość 10 000 metrów od najbliższego frachtowca. Wszystkie pięć wyrzutni jest gotowych do strzału.
14.08 - na zmianę skręcając wywijamy się dwóm pierwszym "pasterzom".
14.10 - odległość dwa tysiące do pierwszego frachtowca w dwukolumnowym konwoju. Wchodzę między kolumny, aby mieć swobodę wyboru celów.

14.12 - strzał z wyrzutni pierwszej do dużego transportowca wojska. Odległość: tysiąc dwieście metrów. Duży grzyb eksplozji wyrasta nad trafionym statkiem.

14.14 - strzał z "dwójki" do drugiego transportowca - po trzech, czterech minutach trafienie w okolicy dziobu. Odległość w momencie strzału: 2300 metrów.

14.15 - torpeda numer trzy rozrywa się przy burcie dużego tankowca, który eksploduje i tonie po około minucie.

14.17 - czwarta torpeda trafia trzeci już transportowiec wojska w okolicy rufy.

Wszystkie cele znajdowały się w pierwszej, lewej kolumnie.

14.19 - strzał z piątki do zbiornikowca w drugiej kolumnie. Niestety, chybienie!!

Zwiększyłem głębokość do 56 metrów, kładąc okręt na dnie.


15.00 - nadal cisza. Zaś jęki stali mimo, że były ponad 40 minut temu nadal obijają się o uszy.

8 czerwca - powrót do Lorient.

Wynik patrolu: 4 statki o łącznym tonażu, 62 530 BRT.
Korvettenkapitan
Korvettenkapitän
 
Tonaż: 436.000 BRT

Dołączył(a): 21.01.04, 22:15
Lokalizacja: Nad Bałtykiem


Posty: 15 • Strona 1 z 1

Powrót do SH II



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron